Chusteczka błyskawicznie namokła różowawym płynem, a w powietrzu roznosił się nieprzyjemny zapach fermentowanych owoców.
- Kurwa, Ignacy - gdzieś po peryferiach mojej świadomości ślizgały się głosy osób, które próbowały wytrzeć piwo ze stołu i możliwie ograniczyć szkody. - Przepraszam cię.
Wpatrywałam się w kartkę przypiętą na lodówce, a zdobiący ją rysunek ewoluował w moich oczach z każdą chwilą - serce, symbol nieskończoności, łańcuch DNA, moje inicjały... Nagle poczułam chłód na plecach, dziwnie przeszywający jak na ciepłą letnią noc.
- Ida, idziesz z nami? - zapytała głowa w okularach, wychylając się zza drzwi.
- Siedź - usłyszałam niespodziewanie stanowczy ton i poczułam na swoim ramieniu dłoń, gdy chwiejnie podniosłam się z krzesła.
- Siadam...
Drzwi się zamknęły, a na stole pojawiło się pół talii kart. Przez kilka minut obserwowałam ich czerwone rewersy przemieszczające się w koło. Rozświetlona czerwoność jednak była dla mojej rozchwianej świadomości jedynie tłem dla szczupłych kobiecych dłoni tasujących i rozdających karty. Głosy graczy wydawały mi się dochodzić zza bardzo gęstej mgły, ale był to dość przyjemny efekt. Podjęłam kolejną próbę chwiejnej zmiany pozycji, a oczy wszystkich obecnych osób zwróciły się w moją stronę, jakby samym wzrokiem chcieli mnie uchronić od upadku.
- Chyba pójdę spać - powiedziałam cicho i zrobiłam kilka kroków przez pokój, odprowadzana czujnymi spojrzeniami, a następnie w częściowo kontrolowany sposób położyłam się na kanapie i nakryłam beżowym skrawkiem, który wydawał mi się kocem.
Mimo uczucia bezbrzeżnego zmęczenia i względnie sprzyjających warunków zewnętrznych w postaci przygaszonego świata, niezbyt głośnej rozmowy w pobliżu i komfortu cieplnego nie byłam w stanie zapaść w sen przez długi czas. Dryfowałam na granicy snu, a trwając w bezruchu zaczęłam mimowolnie rejestrować sens rozmowy prowadzonej przy stole.
- Kto rozdawał te karty? Ja mówię pas - głośniej niż wcześniej odezwała się Pati i parsknęła śmiechem. Chyba ona rozdawała.
Rozegrali rundę, co chwilę z udawanym oburzeniem obwiniając się nawzajem o słabe rozdanie.
Przez chwilę w ciszy słyszałam tylko szelest towarzyszący nieumiejętnemu tasowaniu kart, a następnie czyjąś prośbę o następnego drinka.
- Mam takie pytanie... - ledwo słyszalny głos należał do Ignacego. - Bo ty ją lepiej znasz, ona tak często?
Stuknięcie szklanki o stół, rozdawanie kart, bzyczenie muchy - każdy dźwięk w tej chwili ciszy wydawał mi się nieznośny i potencjalnie zagłuszający odpowiedź.
- W zasadzie wcale jej nie znam - Brat również ściszył głos.
- Chyba nie powinieneś jej oceniać, skoro widujesz ją tylko w okolicznościach, w których wszyscy pijemy - Pati mówiła z poalkoholową nonszalancją, a jednocześnie w charakterystyczny dla siebie nieznoszący sprzeciwu sposób. - Równie dobrze mógłbyś teraz pytać, czy ja jestem alkoholiczką.
- No niby tak... Ale jak ją ostatnio widziałem, to całowała moją byłą.
- Też bym całowała twoją byłą - stwierdziła Pati. - Gram swoje.
Ignacy mruknął coś w odpowiedzi, ale w tej samej chwili w domku rozległo się szczęknięcie drzwi i kilka nowych głosów. Przez chwilę słychać było szepty i szuranie butów i krzeseł, a potem poczułam nagłe zimno. Ktoś mnie odkrył. Otworzyłam oczy, zaraz jednak oślepiło mnie światło znad stołu.
- Spokojnie, dam ci koc - Brat nakrył mnie przyjemnym w dotyku, choć przesiąkniętym zapachem ogniska materiałem. - W porządku?
Potwierdziłam i usnęłam. Przez całą noc we śnie nawiedzały mnie różne szczupłe, jasnowłose dziewczyny zanurzone w świetlistej aurze. Obudziłam się trzeźwa, ale moje oczy były zapuchnięte od płaczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz