Wyobraź sobie huśtawkę, dowolną. Może widzisz teraz radośnie wznoszące się w powietrze dziecko, a może smętnie wiszące sznurki i targane wiatrem odrapane siedzisko. Ale huśtawka na której posadził mnie mój mózg jest zupełnie inna, pozbawiona przewidywalnego, rytmicznego ruchu. Buja się ona w sposób zupełnie pozbawiony logiki, raz zatrzymując się wbrew grawitacji w górze, by z prędkością światła opaść i pozostawić mnie w najniższym możliwym punkcie na nieokreślony czas.
Będąc w dole odczuwam nagły odpływ wszelkich sił nawet na myśl o umyciu zębów, a do podniesienia się z łóżka motywuje mnie jedynie wizja wypicia kubka kawy. Albo czterech. To jest taki stan, w którym żywię się wyłącznie kawą z mlekiem, ale nie odczuwam głodu, a zamiast tego nieustanne zmęczenie, z którego nie wyzwalają ani kolejne dawki kofeiny, ani drzemki, ani nic innego. Egzystencja jest wtedy bezdennie obezwładniająca - bezproduktywna, pozbawiona nadziei na przyszłość, za to przepełniona bezradnością. Przeszłość nagle przestaje istnieć, teraźniejszość jest bezsensowna i nie prowadzi do żadnej przyszłości.
Aż któregoś dnia budzę się, a przede mną rozpościera się przyszłość - jeszcze trochę mglista, trochę nieokreślona i niejasna, ale ewidentnie tam jest. Za kolejny znak, że coś się zmieniło, uznać można dziwną chęć częstowania się winogronami znalezionymi w lodówce podczas robienia kawy albo to, że wybieram sobie ubrania zamiast włożyć sprane dresy i poplamioną koszulkę. Może nawet odczuwam niespodziewane pragnienie opuszczenia domu, a gdy to robię, uśmiecham się do ekspedientek albo spontanicznie proponuję znajomym spotkanie przy kawie.
Wiem jednak, że żaden z tych stanów nie trwa wiecznie, a huśtawka w sobie tylko znanym momencie znów poniesie mnie w górę lub w dół, ponieważ jest to przypadłość przewlekła. Ważne, żeby mieć obok siebie ludzi, którzy będą umieli cieszyć się ze mną szybowaniem w chmurach, a jednocześnie okażą wsparcie, gdy będę przegrywała walkę z grawitacją. Bo walki z huśtawką przegrać nie zamierzam - mam jeszcze wiele do zrobienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz